ORAWSKI PARK ETNOGRAFICZNY

Kiedy we wrześniową niedzielę uciekaliśmy z zalanego deszczem i stojącego w korkach Zakopanego, obraliśmy drogę przez Ząb oraz Czarny Dunajec ku pasmu Babiej Góry i Zawoi. U stóp góry zatrzymaliśmy się w Zubrzycy Górnej, na niepozornym parkingu obok Orawskiego Parku Etnograficznego.
Kiedy przekroczyliśmy drewnianą bramę, znaleźliśmy się w pośród sennych, drewnianych chat i budowli. Bilet na „stary sektor” kosztował 11 złotych od osoby, a po jego zakupieniu musieliśmy gonić nieliczną grupę, która z przewodniczką już rozpoczęła zwiedzanie. Dogoniliśmy ją w jednej z chat. Tu mieliśmy okazję zapoznać się z jej typowym wnętrzem: sienią, kuchnią z glinianym piecem i drewnianymi sprzętami, umeblowaną izbą mieszkalną z pachnącymi starością meblami i malowanymi na szkle obrazkami. Naszemu Mikusiowi początkowo nie podobały się tonące w półmroku pomieszczenia, z czasem jednak się przyzwyczaił i zaczął przy pomocy rąk zapoznawać się z niektórymi z elementów wyposażenia.
Wędrując zwiedziliśmy kilka chat, których wystrój świadczył o zamożności ich dawnych mieszkańców, wozownię z wszelkiego rodzaju pojazdami konnymi, tartak z napędzanym onegdaj siłą wody trakiem oraz niewielką kuźnię. Po niecałej godzinie opuściliśmy grupę, która podążyła ku „nowemu sektorowi”. Wychodząc minęliśmy grupę wyrzeźbionych w pniach drzew uli, dzwonnicę, niewielką kapliczkę i... stadko kóz, które samopas przemierzały park w poszukiwaniu świeżej trawy

Wędrując zwiedziliśmy kilka chat, których wystrój świadczył o zamożności ich dawnych mieszkańców, wozownię z wszelkiego rodzaju pojazdami konnymi, tartak z napędzanym onegdaj siłą wody trakiem oraz niewielką kuźnię. Po niecałej godzinie opuściliśmy grupę, która podążyła ku „nowemu sektorowi”. Wychodząc minęliśmy grupę wyrzeźbionych w pniach drzew uli, dzwonnicę, niewielką kapliczkę i... stadko kóz, które samopas przemierzały park w poszukiwaniu świeżej trawy.



Strona główna