TOSZEK

Na zamek w Toszku przyciągnęły nas odbywające się tu, po raz trzeci, Brewerie Toszeckie, czyli zamkowe spotkania ze średniowieczem. Kiedy zjechaliśmy z autostrady A4 w kierunku Pyskowic, dość szybko pośród drzew zobaczyliśmy „kierunkowskaz” czyli wieżę zamkową.
Zaparkowaliśmy samochód na rynku i ruszyliśmy uliczką ku zamkowej bramie. Najpierw minęliśmy zewnętrzną linię murów, przemaszerowaliśmy nad dawną fosą, by w bramie zostać powitanymi przez postacie w dawnych strojach. Po chwili byliśmy już na dziedzińcu, który został zastawiony namiotami (zarówno średniowiecznymi jak i piwnymi), a oprócz tego objęli go we władanie rycerze, damy, rzemieślnicy, grillujący oraz goście. Można było tu zobaczyć sztukę wyrobu papieru, bicia monet oraz uczestniczyć w warsztatach garncarskich dla dzieci (które opanowali dorośli). My nasze kroki skierowaliśmy do wieży, gdzie znajduje się cześć muzealna warowni. Opłaciwszy wstęp (3 zł), mieliśmy okazje zobaczyć wystawę sukien dawnych sukien damskich – od królowej Bony po szewcową wg kodeksu Baltazara Behema. Z najwyższego piętra mogliśmy obejrzeć panoramę zamku, Toszka oraz śląskich wzgórz.
Po wizycie na wieży wróciliśmy znów na dziedzinie, gdzie pokrzepiliśmy się szaszłykiem oraz lodami z zamkowej kawiarni „Colonna” (nazwisko dawnych właścicieli). W międzyczasie trwały właśnie „breweryjne” pokazy tańców oraz koncert muzyki dawnej, a oddział piechoty prezentował musztrę oraz strzelał z „puszek”. My natomiast ruszyliśmy dalej.

UWAGA - DUCH !!!

Na jednej z baszt zamkowych pojawia się ponoć zjawa kobiety w bieli. Jest to duch księżniczki Giseli von Gaschin, która w dniu ślubu otrzymała cenny podarunek – złotą kaczkę siedzącą na jedenastu jajach. Gdy w zamku wybuchł pożar, wydostała się z niego lochami, jednak bez owej kaczki, która pozostała w podziemiach. Skarbu do dziś nie znaleziono, a owa zjawa chyba go pilnuje. Nam się nie pokazała, najprawdopodobniej wystraszona gwarem Brewerii.



Strona główna