STREČNO
Przemierzając Słowację, na trasie pomiędzy Martinem a Żyliną, trudno przeoczyć górujący nad Wagiem na wyniosłej skale zamek w Strečnie. Robi on niesamowite wrażenie nie tylko z drogi, ale i w środku. My sprawdziliśmy to w majowe południe, kiedy to jadąc od Zwardonia dotarliśmy na niewielki parking u stóp warowni. Pozostawienie samochodu to koszty 10 SK za godzinę, ale pan parkingowy dobrze wie, ile kosztuje zwiedzanie i od razu kasuje za dwie godziny. Z parkingu trzeba się wspiąć betonowymi schodami, które następnie przechodzą w szeroki, kamienny trakt do zamku. Zanim dotrzemy do bramy, trzeba minąć jeszcze dwa mosty i jesteśmy. Wstęp – 50 SK + 20 SK foto. Za bramą trzeba poczekać na przewodnika, ponieważ zwiedzanie zamku dobywa się grupami. W oczekiwaniu można pospacerować po udostępnionych bastionach i rzucić okiem na Wag.
Nasz przewodnik – Roman – przywitał nas po słowacku (choć w grupie, która się zebrała, więcej było naszych rodaków) i rozpoczęliśmy wędrówkę po zamku, który stoi tu już od XIV wieku, a w swej historii był także w rękach polskich (bodajże rodu Ostrorogów). Od XVII wieku zamek podpadł w ruinę i dopiero w latach 70-tych XX w. odbudowano go i udostępniono do zwiedzania. Trasa wędrówki prowadziła przez ekspozycje pokazujące historię tego miejsca (ślady pierwszego osadnictwa pochodzą z epoki brązu), przez niegdyś zadaszone mury komnat i podwórzy. Mijaliśmy m.in. zamkową cysternę, zaimprowizowaną katownię (takiego pomieszczenia nigdy w rzeczywistości na zamku nie było) oraz gotycką kaplicę zamkową. Żelaznym punktem jest oczywiście wieża zamkowa, na której będąc, stoimy 147 metrów nad poziomem Wagu. Roztacza się stąd widok na rzekę, pobliskie miasteczko oraz pasma górskie Małej Fatry i Beskidów. Całość wędrówki – po ok. godzinie – kończy się na głównym dziedzińcu ze studnią (81 m głębokości, a lustro wody wciąż widoczne), na którym dziś odbywają się koncerty i imprezy.
Pożegnawszy przewodnika, ruszyliśmy na parking, a stamtąd – do miasteczka, poszukać czegoś na ząb. Wielkie uznanie należy się najmłodszej zamkoszlakowej turystce – 4,5-letniej Julii, która dzielnie przemierzyła wszystkie 467 schodów na trasie, nie szczędząc pytań o wszystko.