Posililiśmy się co nieco i zadecydowaliśmy że – mimo zmęczenia – dalszą drogę również pokonujemy pieszo. Idąc naszym szlakiem, wkrótce napotkaliśmy szlak zielony, który wiedzie z centrum Szczyrku. Atrakcją na trasie były jagody oraz widoki od momentu, gdy wyszliśmy na północno-wschodni stok góry, gdzie szlak wiedzie odsłoniętym terenem. Stąd widać było prawie cały Beskid Mały, Jezioro Żywieckie oraz Beskid Żywiecki z Romanką, Prusowem oraz majaczącymi w błękitnej mgiełce: Pilskiem i Babią Górą. Ścieżka zakosami wyprowadziła nas wreszcie na szczyt Skrzycznego. Tu nasze kroki skierowaliśmy do schroniska PTTK, dość ludnego o tej porze (a była 14.00). Samo schronisko – cóż... Sporo w nim ludzi w strojach dalekich od tych spotykanych na trasach, ceny wysokie (trochę chodzimy po górach i nie spotkaliśmy się z miejscem, gdzie lane duże piwo kosztuje 7,50 zł), a zamówiony przez jedną z klientek gin z tonikiem podany został w... szklanicy Żywca. Zjedliśmy pierogi (ok. 7 sztuk za 9,50 zł), odpoczęliśmy chwilę i zdecydowaliśmy, że drogę w dół pokonamy powietrzem tj. wyciągiem krzesełkowym. Zjazd do samego Szczyrku osobę dorosłą kosztuje 11 zł, a panowie obsługujący wyciąg są bardzo mili i pomocni. Wkrótce więc byliśmy już na dole i samochodem via Salmopol i Wisła ruszyliśmy do domu.
Pokonanie samego szlaku – wraz z postojami i posiłkami – zajęło nam 4 godziny (wg znaków – 2 godz.). Dzieciaki na trasie spisały się dzielnie, a Julia zadeklarowała, że jeszcze z nami w góry pojedzie..

Strona
główna