RYCZÓW

Poszukiwanie ryczowskiej fortecy zajęło nam trochę czasu. Na początku, w Ogrodzieńcu trzeba obrać kierunek na Olkusz, a po przejechaniu kilkuset metrów ujrzymy kierunkowskaz z nazwą Ryczowa. Sama miejscowość to niewielka, senna wioska składająca się z kilku ulic. Należy odnaleźć ulicę Basztową. Wjechaliśmy w nią i... tu nasze nosy poszukiwaczy trochę nas zwiodły. Otóż po prawej stronie drogi, w lekkim oddaleniu, ujrzeliśmy spora grupę skał z charakterystyczną betonową (jak się później okazało) iglicą na jednej z nich. Skierowaliśmy więc "Daćkę" w polną drogę (nieźle sprawdziła się w roli jeepa) i podjechaliśmy do owych ostańców. Na początek wystraszyliśmy (???) grupę miejscowych, po czym przez prawie godzinę eksplorowaliśmy skały. Wynikiem owej działalności odkrywczej było ponad trzydzieści wspaniałych zdjęć. Zamku natomiast nie znaleźliśmy.

Wróciliśmy więc do samochodu, a tym - do drogi głównej i pojechaliśmy dalej wspomnianą już ulicą. Po przejechaniu ok. kilometra po prawej stronie przy drodze pojawił się las, a w nim - na samotnym ostańcu, dobrze widocznym z drogi - resztki warowni. Sam zamek to zawieszone wysoko ponad głowami dolne części murów. Wejść do góry nie próbowaliśmy, ponieważ tego dnia padało i kamienie były dość śliskie. Na podstawie obecnego stanu trudno ustalić, którędy biegła droga do zamku. U stóp skały widać za to zarysy fosy i obwarowań ziemnych. Warownia nie jest duża, toteż była to raczej strażnica, niż główny zamek. Jej funkcję tłumaczy też bliskość zamku w Ogrodzieńcu. Nasza wizyta u stóp warowni nie trwała długo. Wracając towarzyszył na widok tonących w zachodzącym, kwietniowym słońcu ryczowskich wapieni.




Strona główna