RYTRO – WIELKI ROGACZ (1182 m.n.p.m.) – RADZIEJOWA (1262 m.n.p.m.) PREHYBA (1173 m.n.p.m.) - RYTRO

Zdobywanie najwyższego szczytu Beskidu Sądeckiego rozpoczęliśmy od wyjścia z naszej ryterskiej kwatery i skierowania się do szlaku czerwonego, który mieliśmy niedaleko. Potem była dość intensywna wspinaczka polami i między domami, gdzie słońce dawało popalić. Po ok. godzinie dotarliśmy wreszcie do lasu, i stamtąd - raz polanami, raz wśród drzew – zdobyliśmy najpierw „Krokodyla” czyli Kordowiec (762 m.n.p.m.), a potem Niemcową (1001 m.n.p.m.). Po drodze mieliśmy okazję podziwiać pasmo Jaworzyny Krynickiej w pełnej krasie, a z samej Niemcowej – szczyt Radziejowej. Teraz należało ruszyć na Wielki Rogacz. Po drodze mieliśmy atrakcje w postaci wycinki drzew – na naszych oczach świerki upadały po „ciosami” (???) pił drwali. Po niecałej godzinie byliśmy pod szczytem i naszym oczom ukazał się zachwycający widok w kierunku południowo-zachodnim. W dali w chmurach kryły się Tatry, a przed nami górowały Pieniny z Wysoką i Trzema Koronami, a na zachodzie dostrzegliśmy zarysy Lubania, Turbacza (Gorce), Babiej Góry i Pilska (Beskid Żywiecki).


Z Wielkiego Rogacza zeszliśmy co nieco, by rozpocząć wspinaczkę na Radziejową. Było ostro, dodatkowo droga była rozorana przez zwożone drzewa. Po jakiś 40 minutach stanęliśmy jednak na zalesionym szczycie. Na nim to miejscowe nadleśnictwo postawiło drewnianą wieże widokową, z której można podziwiać panoramę 360º - do tego, co widzieliśmy z Rogacza dołaczyło jeszcze pasmo Jaworzyny, Beskid Wyspowy z Mogielicą i w oddali – Beskid Niski i góry Słowacji. Co ważne – wieża jest stabilna i wiejący wiatr nie powodował jakiś nieciekawych kolebotań.



Teraz ruszyliśmy ku Prehybie i schronisku PTTK. Według drogowskazów wędrówka miała trwać 1,5 godziny, w naszym wykonaniu – nie wiem czy nie zajęła godziny. Po przewędrowaniu „Złomów” czyli Złomistych Wierchów – Południowego (1218 m.n.p.m.) i Północnego (1226 m.n.p.m.) i minąwszy szczyt Prehyby, znaleźliśmy się na hali, na której stoi schronisko. Zaskoczyło nas ono – mimo swych rozmiarów – miłą atmosferą, tarasem widokowym oraz pysznymi naleśnikami z jagodami. Dodatkowo znajdowała się tam ciekawa ekspozycja poświęcona Kazimierzowi Sosnkowskiemu – działaczowi PTTK, któremu zawdzięczamy m.in. Główny Szlak Beskidzki i Szlak Orlich Gniazd na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.



Trzeba było wracać. W dół powiódł nas szlak niebieski, schodzący do Rytra. Mimo groźnych, drogowskazowych zapowiedzi o 3 godzinach marszu, po dwóch byliśmy na dole. Po drodze z innej perspektywy podziwialiśmy Radziejową i trochę męczyliśmy się przy ostrym zejściu z Wdżarów Wyżnych (863 m.n.p.m). Ostatecznie znaleźliśmy się obok hotelu „Perła Południa” (perła lekko sztucznawa), gdzie skorzystaliśmy z dobrodziejstw komunikacji PKS.