PRZEWODZISZOWICE

W primaaprilisowe południe postanowiliśmy zainaugurować sezon „zamkowy A.D. 2007”. Na pierwszy ogień poszły sterczące na wysokim ostańcu pozostałości jurajskiej strażnicy w Przewodziszowicach, niedaleko Żarek. Żeby tam trafić należy skierować się ku sanktuarium w Leśniowie, następnie minąć je i dojechać główną drogą aż do jej końca we wsi. Samochód zaparkowaliśmy niedaleko drogowskazu, na którym znajdziemy kierunek „ruiny stanicy – 0,8 km” i znaki żółte. Ruszyliśmy więc krętą leśną drogą, z której widać było skałki ukryte zazwyczaj w leśnym listowiu, wczesną wiosną jednak odsłaniające swe uroki.
Sam ostaniec z ruinami znajduje się na obszernej polanie. Spory kawał muru, zawieszony na wschodniej grani, wysoko nad głowami robi wrażenie. Kto by jednak chciał wspiąć się na szczyt skały, musi być profesjonalnym wspinaczem – ściany są strome, a wierzchołek niedostępny. My poprzestaliśmy na spacerze wokół skały, odkrywając mini-jaskinię. Jako, że nie lubimy wracać tą samą drogą, którą dotarliśmy, wybraliśmy wiodący lasem i skałkami szlak niebieski (oba spotykają się przy stanicy). Ten wyprowadził nas na (ale nie „w”) pole, a następnie skręcił w lewo. Mu ruszyliśmy piaszczystą drogą w prawo, która doprowadziła nas z powrotem do zabudowań i samochodu.

UWAGA - DUCH !!!

W mgliste i pochmurne poranki, jeszcze przed pianiem kogutów, pojawia się tu postać mężczyzny, odzianego w opończę. z kapturem zakrywającym twarz. To zjawa Mikołaja Kornicza, zwanego Siestrzeńcem, szlachcica-rabusia, który mocno dawał się we znaki przejeżdżającym nieopodal kupcom. Ponoć pilnuje swoich skarbów.

Nie mieliśmy okazji spotkać się z imć Korniczem, może wystraszyła go obecność paulinów z pobliskiego Leśniowa. Kameralne i niewielkie sanktuarium, poświęcone Matce Boskiej Królowej Rodzin, słynie przede wszystkim z wody, bijącej ze źródełka nieopodal klasztoru. Wybiło ono ponoć wskutek modłów księcia Władysława Opolczyka i jego świty, kiedy to ustali z pragnienia w drodze ku Częstochowie, wioząc cudowny obraz. Za wstawiennictwem Maryi z owego źródła mogli napić się do woli. Dziś zjeżdżają tu pielgrzymi ze swoimi prośbami, strapieniami i… baniakami na ową wodę. Warto zajrzeć do barokowego kościoła i przejść alejkami, wzdłuż „stacji różańcowych”, może nawet w blasku kunsztownych latarni z motywem pnącego wina.




Strona główna