PILICA
Pilickiego zamku, a właściwie pałacu nie wypatrzy nawet najbardziej wprawne oko - jest bowiem ukryty wśród drzew otaczającego go parku. Samochód proponujemy zostawić na sporym, dość ładnym rynku miasteczka, tonącym w sennej atmosferze. Stąd kierujemy się ulicą na południe, ku stawom, a następnie skręcamy w prawo i, mijając szkołę, zaczynamy piąć się na niewielkie wzgórze, zarośnięte drzewami.
Na dzień dobry witają nas tablice "teren prywatny - wstęp wzbroniony". Nie ukrywam, że wahaliśmy się tam wejść - jednak grillujący przy jednej ze "stróżówek" ludzie ruchem ręki zachęcili nas do dalszego marszu. Kolejny odcinek drogi ma coś z Hitchcocka - w parku zagnieździły się bowiem licznie wrony i ich krakanie oraz widoczne na asfaltowej ścieżce odchody nie sprawiają dobrego wrażenia. Po obu stronach drogi teren wyraźnie wznosi się, tworząc fortyfikacje ziemne bastionów - pilicki zamek jest bowiem zamkiem bastionowym. Przed nami natomiast widać zaniedbany front pałacu.
Wkrótce ścieżka rozwidla się - my poszliśmy w lewo. Podchodząc do zamku mijamy drzewa o fantastycznych kształtach konarów - bule i wybrzuszenia sprawiają niesamowite wrażenie. Po lewej stronie mijamy budynek dawnej wozowni, po prawej zaś mamy główne wejście do pałacu. Sam pałac jest zamknięty i bardzo zaniedbany. Nie widać też by prowadzone były jakieś prace konserwatorskie. Wejścia strzegą kamienne lwy, a na trawniku widać ślady dawnej fontanny. Nad wejściem głównym góruje wsparty na kolumnach taras.
Nie pokusiliśmy się o wycieczkę dookoła zamkowych murów. Mamy nadzieje, że czasy świetności turystycznej pałacu dopiero nadejdą. Póki co jednak wróciliśmy do samochodu, poprawiając sobie co nieco humor lodami.