USTROŃ POLANA – ORŁOWA (813 m.n.p.m) – TRZY KOPCE WIŚLASKIE (810 m.n.p.m.) – WISŁA CENTRUM

W góry można wyruszać także później – niekoniecznie wczesnym, rankiem. Tak było w tym przypadku, ponieważ w Wiśle (gdzie zostawiliśmy samochód) byliśmy po 12 w południe, a na szlak z Ustronia Polany wymaszerowaliśmy, gdy zegary wskazywały 13.30. Zielony szlak, początkiem którego jest stacja PKP w Polanie, najpierw wije się między domami, przekracza Wisłę (rzekę), mija bar z lanym „Brackim” (nie omieszkaliśmy wstąpić) i zaczyna powoli niezbyt stromo piąć się ku Orłowej. Po około 30 minutach marszu podejście łagodnieje, a naszym oczom zaczęły się ukazywać widoki: za plecami Czantoria (995 m.n.p.m.), a przed nami szczyt Orłowej, Równica (884 m.n.p.m.) z dobrze widoczną „Zbójnicką Chatą” i tajemniczymi, indiańskimi tipi na zboczach oraz Błatnia ( 917 m.n.p.m., ze schroniskiem PTTK) i Stołów (1035 m.n.p.m.) w paśmie Klimczoka. Po kwadransie wędrówki w miary równym grzbietem trzeba znów podejść, tym razem dość ostro, pod szczyt. Po drodze powinno znajdować się prywatne schronisko „Chata na Orłowej” i znajduje się, tylko… Zasapanego i spragnionego turystę witają napisy „Teren prywatny” oraz „Nieczynne” (tak samo jak strona www owego przybytku). Na szczęście parę kroków powyżej znajduje się orłowski węzeł szlaków, gdzie można w cieniu odpocząć.


Tu zmieniliśmy szlak na niebieski i dziarsko pomaszerowaliśmy ku Trzem Kopcom. Po drodze minęliśmy Świniorkę (700 m.n.p.m.) ze wspaniałym widokiem na Skrzyczne (1257 m.n.p.m.), a pod nią – przysiółek Zakrzosek z mega-klimatycznym lokalem gatronomiczno-rozrywkowym „Złoty Bażant” (zimne „Tyskie” z archiwalnej lodówki, „lekko rozmiękczona” miejscowa pani, hustawki z „Wigry-3”, dekiel do tańca oraz słowacki folk z magnetofonu). Stąd już wiele wędrówki nie było – po ok. 30 minutach byliśmy już na Trzech Kopcach Wiślańskich, a po kolejnych paru chwilach – w prywatny schronisku „Telesforówka”.



Schronisko to trzy budynki – u samej góry mini-bar z jadłem i napitkiem, niżej – dom gospodarzy, państwa Telesińskich, a najniżej – niewielkie schronisko z przytulną świetlicą z kominkiem, czystą łazienką z gorącą (!!!) wodą oraz pokojami na dwóch kondygnacjach. Dzięki uprzejmości gospodarzy dane nam było nawet zobaczyć półfinał Ligi Światowej Polska-Brazylia (wtopa była…). Wcześniej jednak pławiliśmy się w lipcowym słońcu, podziwiając otaczające nas górskie krajobrazy i słuchając, dochodzących z Brennej… relacji z festynu kosiarzy (pan wodzirej darł się na pół Beskidu Śląskiego). Meczowi zaś towarzyszył płonący kominek. Niewiele jest w Beskidach takich miejsc, oj niewiele. A szkoda…


Rankiem, po śniadanku (jajecznica ze świeżymi grzybami) wróciliśmy na Trzy Kopce, a stamtąd – żółtym szlakiem – powędrowaliśmy do Wisły. W drodze – częściowo leśnym duktem, częściowo asfaltową jezdnią – towarzyszyły nam inne widoki. Przed nami prezentowało się w całej swej okazałości pasmo Czantorii i Stożka (978 m.n.p.m.), a w oddali – Beskid Żywiecki, a nawet Mala Fatra z Rozsudcem. Szlak schodzi do samego centrum Wisły, do miejsca gdzie poprzedniego dnia zostawiliśmy samochód.