ORAVSKY PODZAMOK - ORAVSKY HRAD

To nie Pieskowa Skała, jak przekonuje nas serial „Janosik”, tylko górujący nad miasteczkiem Oravsky Podzamok zamek Oravsky Hrad były siedzibą głównych adwersarzy Jury Janosika. Monumentalna bryła, zwieńczona położoną najwyżej cytadelą od razu przyciąga wzrok. A my trafiliśmy tam… przypadkiem. Po prostu pojechaliśmy sobie na Słowację i wylądowaliśmy u stóp warowni. Niewiele myśląc pozostawiliśmy auto na parkingu (50 SK), zakupiliśmy bilety (140 SK + 50 SK możliwość fotografowania) i wspięliśmy się kamienną drogą do bram zamku. Grupy wpuszczane są co godzinę, a każdą prowadzi przewodniczka.

Na początku mijamy trzy bramy oraz tunel, z którego prowadziły onegdaj wejścia do kazamat. Stajemy na największym zamkowym dziedzińcu. Po lewej stronie mamy zamkową kaplicę (wstęp osobno płatny), a przed nami pną się w górę kolejne zabudowania. Po prawej znajduje się budynek z kominem, który spowodował w XVIII wieku pożar, który pozbawił oryginalnego wystroju większą część zamkowych wnętrz. Zamek był zmieniany przez stulecia i każdy właściciel coś dobudowywał. Dziś stanowi potężną i rozległą budowlę, w której łatwo się zagubić. Przekonaliśmy się o tym, wchodząc do części pałacowej, skąd długo nie wyszliśmy. Prowadzeni byliśmy przez kolejne komnaty, zarówno użytkowe (zbrojownie, szermiernię) jak i mieszkalne: sypialnie z nader krótkimi łóżkami (członkowie rodziny Turzo, władającej zamkiem mieli po 165 cm, a mimo to uważani byli za postawnych) czy salę rycerską. Spore wrażenie zrobiła na nas galeria dawnych panów zamku z odzwierciedlonymi ich cechami: jeden z portretowanych miał u jednej ręki cztery palce, u drugiej – sześć, ponoć „sześcioma brał, czterema dawał”, innego wyposażono w diablą dłoń – wiadomo z kim ponoć miewał konszachty. Ale nie tylko historia gości w zamkowych murach. Sporo miejsca zajmuje ekspozycja przyrodniczo-geograficzna, przedstawiająca Orawę, jej środowisko i mieszkańców. Wśród przedstawionych tu zwierząt znajdziemy: niedźwiedzia, wilka, jelenia, czy głuszca. W innej części zamku znajdują się także zbiory etnograficzne.


Z sal wyszliśmy na górny dziedziniec, otoczony wysokimi, drewnianymi krużgankami. Na nim samym zwraca uwagę studnia – dawniej 93 metrowa, dziś już „tylko” 65 metrowa. Stąd rozpoczyna się wspinaczka na najwyżej położone miejsce zamku – cytadelę, pamiętającą jego początki (pierwsze wzmianki to już VII w.). Przytulonymi do skały stopniami wspięliśmy się na skalną basztę, gdzie stoi ta część warowni. U stóp mieliśmy dolinę rzeki Oravy, wraz z miasteczkiem, w oddali majaczyły szczyty Małej Fatry. Co ciekawe – w cytadeli nie było studni, a mieszkańcy czerpali wodę z cysterny, którą napełniał spływający do niej deszcz.


Tu nasze zwiedzania dobiegło końca. Teraz mogliśmy jeszcze raz spokojnie przejść po monumentalnej budowli i podziwiać jej urok, potęgę i piękno. A jest co.
PS. U Orawskiego zomecku ściany nie leży żade
n Janicek porubany. My przynajmniej nie zauważyliśmy.