OLSZTYN k. Częstochowy
To nasz ulubiony zamek. Zazwyczaj docieraliśmy tu od strony Janowa i Złotego Potoku. Może z tego powodu zazwyczaj samochód zostawiamy na niewielkim żwirowym parkingu obok kościoła pw. Św. Jana Chrzciciela - opłata "co łaska" w weekendy. Stamtąd zaczynamy podchodzić pod zamek - wzdłuż płotu, mijając tor dla quadów. Po chwili dochodzimy do bramki w płocie. Z pobierającym opłaty bywa różnie - jest lub nie. Jeśli jest, wstęp na zamek kosztuje jakieś 2 złote. Stąd pniemy się na zamek górny, z wznoszącą się nad nim charakterystyczną czerwono-białą wieżą. Trasę tę pokonywaliśmy najtrudniejszym wariantem, choć istnieje łatwiejsza, pnąca się zakosami droga.
Z korony zamku roztacza się przepiękny widok na całość zamkowego wzgórza. Na północnym zachodzie ujrzymy wieże klasztoru na Jasnej Górze (nie pomylić z kominami Huty Stali Częstochowa). Kilka kawałków murów zostało dostawionych już później - co jednak na wpływa na malowniczość ruin. Z korony idziemy w kierunku wschodnim - ku kwadratowej Baszcie Sołtysiej. Na baszcie tej znajduje się taras widokowy z lunetą, jednak - niestety - wstęp na nią jest osobno płatny ("Złe to obyczaje" - jak pisał imć Mikołaj Rej). Widok z niej niewiele różni się od widoku z zamku górnego - oprócz widoku tego ostatniego, oczywiście.
Kiedy już nacieszymy się urokiem zamku, na którym onegdaj odbywały się widowiska typu "światło i dźwięk" oraz pokazy fajerwerków, schodzimy ku bramie głównej Tu mamy prowizoryczną scenę, na której w sezonie letnim odbywają się występy i pokazy. Pod samym zamkiem można pojeździć na kucyku czy zmierzyć się ze strzelaniem z łuku (co wcale nie jest takie proste).
Mijamy panią, która mierzy nas wzrokiem ("zapłacili za bilet czy nie") i wychodzimy na niewielką uliczkę, która prowadzi nas ku rynkowi. Po obu stronach mijamy knajpki i sklepiki, których można poruszać zarówno ustami, jak i nogami. Tu zazwyczaj Renia wypija piwko, kupujemy lody, zaglądamy do sklepiku z pamiątkami.
Być może powyższy opis jest krótki - zazwyczaj jednak odwiedziny Olsztyna zajmują nam bardzo dużo czasu. Oboje uwielbiamy atmosferę tego zamku, a przede wszystkim widoki na otaczający nas północny kraniec Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
UWAGA - DUCH !!!
Gdy zapadnie zmrok, śmiałkowie, którzy odważą się wybrać na zamkowe mury, mogą stać się świadkami dziwnych wydarzeń. Oto z górnej wieży słychać jęki, zawodzenia i szczęk łańcuchów, a na koronie zamkowych murów pojawia się ponoć barczysta męska postać. To starosta Maćko Borkowic, zamorzony tu głodem na rozkaz Kazimierza Wielkiego za spiskowanie przeciw władzy królewskiej. Cóż - pana starosty nie widzieliśmy, ale może kiedyś...