OJCÓW

Wizyta w ojcowskim zamku zaczyna się na drogim parkingu. Stąd mamy do pokonania ponad 140 stopni wspinaczki. Jeszcze tylko kawałek podejścia i jesteśmy przy wieży bramnej, charakterystycznie „przytulonej” do wapiennego ostańca. Przez nią wkraczamy na dziedziniec, na którym wita nas budka z biletami. Sam plac jest porośnięty trawą i lekko zaniedbany. Bramy nie zwiedzimy, ponieważ w tej chwili (wrzesień 2006) panują tam budowlańcy.
Na dziedzińcu wyróżnia się kamienna studnia - niegdyś głęboka na 400 m, z czasem jednak zasypana. Stąd – po kamieniach i wystających korzeniach, opierając się o chybotliwą poręcz – wędrujemy do wieży głównej, do której niegdyś wchodzono przez okno. My jednak tego nie musimy robić. Wejść do wieży można, niestety tylko na parter. Wyżej prowadzą schody i drabina. Jak nietrudno zgadnąć – wstępu nie ma.
Za wieżą warto udać się na widokowy taras, z którego rozciąga się widok na dolinę Prądnika. Całość zamku otaczają resztki coraz bardziej rozsypujących się murów.
Wobec urody i krajobrazów Ojcowskiego Parku Narodowego, sam zamek jest atrakcją drugorzędną. A szkoda – bo można by tu wiele zrobić…

UWAGA - DUCH !!!

Zamek zamieszkuje już od ponad ośmiu wieków duch Skarbimira - wojewody krakowskiego. Zapragnął on Witychny - dziewczyny przeznaczonej innemu. Kiedy odmówiła - porwał ją, a jej narzeczonego uwięził. Za to Bolesław Krzywousty pozbawił go godności, wzroku oraz uwięził. Mógłby postraszyć nieco budowniczych - może by się pospieszyli...

Kiedy opuści się już zamkowe mury, warto ruszyć niespiesznym, spacerowym tempem doliną Sąspowską ku Bramie Krakowskiej. Krajobraz który nas otacza – zamknięta z obu stron wapiennymi skałami dolina, w które królują drewniane domy w stylu alpejsko-uzdrowiskowym – sprzyja uspokojeniu się i relaksowi. Z pewnością miną nas rowerzyści, a i być może zwabi zapach jakiegoś grillowanego jadła. Jeśli zechcemy – można zajrzeć do Groty Łokietka, gdzie przyszły polski król krył się przed prześladowcami. A jeśli nie – dojdziemy do szerokich skalnych wrót Bramy Krakowskiej, która – według legendy – z roku na rok jest coraz węższa. Kiedy zaś zamknie się całkowicie – nastąpi koniec świata. Nie dziwnym więc jest, że prawie każdy przykłada rękę... a raczej kawał kija do dzieła podparcia jej i zatrzymana w wędrówce.
Kiedy opuszczać już będziemy Ojców – pożegna nas Kapliczka na Wodzie, przy której o wiele łatwiej zostawić samochód niż na ciasnym parkingu pod zamkiem.




Strona główna