Sanktuarium Matki Bożej Skałkowej mieści się przy drodze do Pilicy, około 5-10 min. spacerem od ruin zamku. Jest to niewielki, zadaszony ołtarz, położony u stop ostańca, na którym góruje stalowy krzyż oraz figura Matki Bożej. Podczas naszej wizyty sanktuarium było zamknięta, ale i tak Reni udało się zrobić udane zdjęcie ołtarza przez szybę. Widać, że msze odbywają się tu przede wszystkim w sezonie letnim, o czym świadczą wolno stojące ławki. Po ich lewej stronie stoją wykonane z piaskowca figury, przedstawiające
Chrystusa w scenach biblijnych.
Sanktuarium na Podzamczu jest młodym miejscem kultu. Choć objawienia tutejsze miały miejsce w 1818 roku, kaplica została wybudowana w roku 2000, a wyniesienie do rangi sanktuarium przez ordynariusza sosnowieckiego
bpa Adama Śmigielskiego - w 2002 roku.
Suchy Połeć to charakterystyczna skała wznosząca się na północ od Góry Zamkowej, po drugiej stronie drogi. Żeby do niego dotrzeć, trzeba skręcić w ul. Partyzantów, za drogowskazami na Górę Birów. Dość szybko naszym oczom ukazał się spory parking, gdzie zostawiliśmy "Daćkę". Wspinaczka nie była ciężka, a u stóp góry z tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, iż miejsce to było ośrodkiem oporu Niemców podczas II wojny światowej przeciwko ofensywie Armii Czerwonej. Pozostałością są bunkry umiejscowione na wschód od skały oraz w okolicy pobliskiej Góry Birów (do której nie dotarliśmy). Z samego tarasu widokowego na szczycie rozpościera się przepiękny widok na okolice, a przede wszystkim na sam zamek. Warto jest nieraz zboczyć z głównych szlaków, by odkryć np. takie miejsca.
Góra Birów – od Suchego Połcia kroczymy szeroką, żwirowaną drogą, podążając za czerwonym
szlakiem (Szlak Orlich
Gniazd). Po chwili marszu droga i szlak skręcają prawo, mi zaś idziemy w lewo za innymi znakami – białym czworokątem z czerwonym paskiem. Jest to oznaczenie Szlaku Warowni Ogrodzienieckich. Po prawej stronie, wśród drzew wznosi się ostaniec góry Birów.
Onegdaj można było zacząć wspinać się od razu, skręcając w prawo, my jednak wówczas obeszliśmy conieco górę i zaczęliśmy ją zdobywać od strony zachodniej. Tu powitała nas zbudowana z wapieni brama, przez którą wkroczyliśmy na teren góry.
To, co zachwycało wtedy (i nadal zachwyca) na górze Birów – to przed wszystkim widoki. Stając na galeryjkach mamy pod sobą „morze drzew” niesamowity widok na rozpościerający się poniżej las. Wrażenie jest wspaniałe. Wapienny szczyt był przede wszystkim mekką dla braci alpinistycznej, która odważnie zdobywała partie szczytowe. Dookoła widać było ślady ognisk, a u stóp góry można ponoć dojrzeć zarysy kurhanów. Nam się to nie udało, co nie umniejszyło naszych wrażeń z tego miejsca.
Obecnie Góra Birów to sprzężony z ogrodzienieckim zamkiem zrekonstruowany gród z XIII/XIV wieku. U stóp góry – obok kasy (wstęp 5 zł) – zastaliśmy stragan ze wszelkiej maści drewnianą białą bronią (wyraźne akcenty grunwaldzkie w 600 rocznicę). Stąd stromymi stopniami pięliśmy się ku bramie w palisadzie grodu. Zwiedzający wpuszczani są co 30 minut, a z grodem zapoznaje ich przewodnik – pan o średnio zajmującym stopniu przekazu wiadomości, zresztą średnio obfitych, używający fachowych wyrażeń typu „szef grodu”. Ekspozycji znajdują się w chacie oraz jednej z wież. Obejmują wnętrze chaty ze sprzętami oraz strojami i uzbrojeniem. Samych oryginalnych eksponatów birowskiego grodu jest niewiele – głównie elementy ceramiki i ozdoby. Po dotarciu na miejsce, nasz mały podróżnik szybko przezwyciężył pierwszy strach, związany z wysokością i wkrótce raźno spacerował po dziedzińcu grodu, wśród namiotów oraz po wałach i drewnianej palisadzie. My natomiast podziwialiśmy jurajskie krajobrazy i porównywaliśmy zastane miejsce z tym przed kilku laty.