PODZAMCZE - zamek OGRODZIENIEC

Cel częstych weekendowych wypadów - do Podzamcza jedzie się od nas ok. 20 minut. Polecamy szczególnie dwie drogi: przez Niegowonice - z przystankiem na malowniczych skałkach oraz przez Wysokę i Łazy - z uwagi na urzekające widoki. Z obu tych tras widać zamek górujący nad okolicą. Mijamy Ogrodzieniec i wjeżdżamy do miejscowości Podzamcze. Z zostawieniem samochodu nie powinno być problemu - wielu okolicznych mieszkańców urządziło na swoich podwórkach parkingi. Asfaltową drogą podchodzimy do zamku. Wstęp jest płatny - o ile nas pamięć nie myli jakieś 8 zł. Zdarzało się nam także wejść za darmo - podczas dużych imprez organizatorzy tracą kontrolę nad wchodzącymi. Przy kasie jest też sklepik z pamiątkami. Obszerne podgrodzie otoczone jest wtopionymi w ostańce murami. Na nim też znajduje się scena wraz z widownią. Większość imprez odbywa się właśnie tu. Trzeba bowiem zaznaczyć, że Ogrodzieniec przez długi czas brylował w plebiscytach na Złotą Miejscowość Radia Katowice. Dość często zjeżdżają tu też bractwa rycerskie - nie tylko średniowieczne. Widok galopującej po podgrodziu lekkiej polskiej jazdy z XVII wieku nie powinien nikogo dziwić.
Przez kamienno-drewniany most wkraczamy na dziedzinie. Kilka lat temu był on jeszcze zabudowany dekoracjami z "Zemsty" Andrzeja Wajdy, wyglądającymi zresztą dość realistycznie (szczególnie ciekawe były luźne styropianowe cegły). Dziś jest zabudowany niskimi budyneczkami, przyklejonymi do murów. Mieszczą one sklepiki i stragany z typowym pamiątkarskim badziewiem: pocztówkami, kawałkami skał, maczugami, ciupagami (???), mieczami etc.
Z dziedzińca wychodzi się na mury. W tej chwili dostępne są dwie trasy: dłuższa z wejściami na wieże i krótsza, prowadząca nad bramę. Trasy są solidnie zabezpieczone (beton & stal), ale - jak w większości zamków - wąskie, przez co w ludniejsze dni tworzą się zatory. Z murów i wież rozciąga się piękny widok na sporą część Jury Krakowsko-Czestochowskiej. Jeżeli nie mamy ochoty wydać iluśtam złotych na bilet wstępu, proponujemy spacer wokół zamkowych murów. Ostrzegamy - obuwie zabrać lepiej raczej sportowe, szkoda obcasów. Na okolicznych ostańcach często spotkać można wspinających się adeptów sztuki taternickiej. Liczne są także ślady po grillach i ogniskach. Podczas tej wędrówki należy uważać pod nogi (grzyby) i patrzeć w górę - szczególnie malownicza jest zachodnia ściana zamku, oparta na wysokiej skale.
Pod samym zamkiem spotkamy typową "gastronomię turystyczną" typu "sosicz&bir" czyli kiełbasa i piwo. Chętnym na dobre piwo radzimy nadłożyć drogi i wracać przez Fugasówkę i Zawiercie. Przed wjazdem do tego drugiego znajduje się Browar na Jurze i "Karczma u Stacha" z ważonym na miejscu piwem "Boner". Znaleźć lokal ów jest łatwo - wystarczy wypatrywać po lewej stronie drogi (jadąc od zamku) dużej beczki oraz samolotu MIG.


UWAGA - DUCH !!!

W ogrodzienieckim zamku, na podgrodziu, widywano nocą czarnego psa o czarnych oczach, ponoć wielkości sporego cielęcia, ciągnącego za sobą kawał łańcucha. Ponoć to pokutująca dusza kasztelana krakowskiego Stanisława Warszyckiego - dobrego gospodarza, ale i wielkiego okrutnika... My osobiście ducha nie wiedzieliśmy.


Sanktuarium Matki Bożej Skałkowej mieści się przy drodze do Pilicy, około 5-10 min. spacerem od ruin zamku. Jest to niewielki, zadaszony ołtarz, położony u stop ostańca, na którym góruje stalowy krzyż oraz figura Matki Bożej. Podczas naszej wizyty sanktuarium było zamknięta, ale i tak Reni udało się zrobić udane zdjęcie ołtarza przez szybę. Widać, że msze odbywają się tu przede wszystkim w sezonie letnim, o czym świadczą wolno stojące ławki. Po ich lewej stronie stoją wykonane z piaskowca figury, przedstawiające Chrystusa w scenach biblijnych. Sanktuarium na Podzamczu jest młodym miejscem kultu. Choć objawienia tutejsze miały miejsce w 1818 roku, kaplica została wybudowana w roku 2000, a wyniesienie do rangi sanktuarium przez ordynariusza sosnowieckiego bpa Adama Śmigielskiego - w 2002 roku.



Suchy Połeć to charakterystyczna skała wznosząca się na północ od Góry Zamkowej, po drugiej stronie drogi. Żeby do niego dotrzeć, trzeba skręcić w ul. Partyzantów, za drogowskazami na Górę Birów. Dość szybko naszym oczom ukazał się spory parking, gdzie zostawiliśmy "Daćkę". Wspinaczka nie była ciężka, a u stóp góry z tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, iż miejsce to było ośrodkiem oporu Niemców podczas II wojny światowej przeciwko ofensywie Armii Czerwonej. Pozostałością są bunkry umiejscowione na wschód od skały oraz w okolicy pobliskiej Góry Birów (do której nie dotarliśmy). Z samego tarasu widokowego na szczycie rozpościera się przepiękny widok na okolice, a przede wszystkim na sam zamek. Warto jest nieraz zboczyć z głównych szlaków, by odkryć np. takie miejsca.



Góra Birów – od Suchego Połcia kroczymy szeroką, żwirowaną drogą, podążając za czerwonym szlakiem. Po chwili marszu droga i szlak skręcają prawo, mi zaś idziemy w lewo za innymi znakami – białym czworokątem z czerwonym paskiem. Jest to oznaczenie Szlaku Warowni Ogrodzienieckich. Po prawej stronie, wśród drzew wznosi się ostaniec góry Birów. Można zacząć wspinać się od razu, skręcając w prawo, my jednak obeszliśmy conieco górę i zaczęliśmy ją zdobywać od strony zachodniej. Tu powitała nas zbudowana z wapieni brama, przez którą wkroczyliśmy na teren góry.
To, co zachwyca na górze Birów – to przed wszystkim widoku. Stając na galeryjkach mamy pod sobą „morze drzew” niesamowity widok na rozpościerający się poniżej las. Wrażenie jest wspaniałe. Oprócz tego wapienny szczyt jest mekką dla braci alpinistycznej, która odważnie zdobywa partie szczytowe. Dookoła widać ślady ognisk, a u stóp góry można ponoć dojrzeć zarysy kurhanów. Nam się to nie udało, co nie umniejszyło naszych wrażeń z tego miejsca.