NÁCHOD

Náchod jest miastem, które wita nas zaraz po przekroczeniu polsko-czeskiej granicy w Kudowie-Słonem. Wita nas swoim symbolem – położonym na górze nad miastem zamkiem. Żeby do niego dojechać (dobre oznakowanie), trzeba minąć elektrociepłownie i niepozorną drogą pośród bloków i domków jednorodzinnych wspiąć się na zamkowe wzgórze, gdzie urządzony jest parking. I tu pierwsza uwaga – mimo bliskości Polski, pan parkingowy przyjmuje tylko CZK (30 za cały dzień). Tak samo jest w kasie, więc lepiej się wcześniej w korony zaopatrzyć. Do zamku ruszyliśmy szeroką drogą, mijając najpierw galerię, po czym przechodząc przez pierwszą z bram (obok przyczepa z jedzeniem i piwem). Potem minęliśmy kolejną, aż doszliśmy do otwartego dziedzińca z fontanną. Od strony wschodniej dziedziniec zamyka skarpa, u stóp której urządzony jest wybieg dla niedźwiedzi. Dwa miśki z ciekawością spoglądają na oglądających ich ludzi lub zażywają kąpieli w fontannie. Zresztą niedźwiedzie to nie jedyni zwierzęcy mieszkańcy zamku. Wędrując po krużgankach widzieliśmy pasącego się muflona oraz zamieszkujące jedno z podcieni papugi

Z otwartego dziedzińca weszliśmy się na wewnętrzny, gdzie mieszczą się pomieszczenia kas. Zwiedzanie zamku obejmuje trzy piętra, każde urządzone w innym stylu i... płatne osobno. W sumie – gdybyśmy chcieli zobaczyć wszystkie, koszt wyniósłby 240 CZK od osoby (zwiedzanie z przewodnikiem, objaśnienia w języku np. polskim płatne dodatkowo). Zrezygnowaliśmy więc, decydując się na wejście na wieżę i do gotyckich piwnic (20 CZK). Z wieży podziwialiśmy panoramę miasta i okolicy, a w gotyckich piwnicach zajrzeliśmy do zamkowej studni.


Z zamkowego wzgórza istnieje możliwość zejścia stromymi i krętymi ścieżkami wprost na rynek (Masarykovo náměstí). My jednak zjechaliśmy i zaparkowawszy obok LIDLa, ruszyliśmy na spacer deptakiem ku wspomnianemu rynkowi. Tu uwagę zwracają: znajdujący się na środku kościół pw. Św. Wawrzyńca i budynek Nowego Ratusza. Uwaga – rynek pełni funkcję parkingu na którym panuje zupełna dowolność co do sposobu i kierunków jazdy. Najlepiej obrazuje to fakt, że byliśmy świadkami stłuczki, co do której obserwujący ją Czesi sami nie byli pewni, kto złamał przepisy..