KUDOWA, DUSZNIKI, POLANICA I OKOLICE


Zespół Uzdrowisk Kłodzkich – że posłużę się ową nazwą – był miejscem naszego wakacyjnego pobytu w lipcu 2009 r. Pogoda była bollywoodzka – raz słońce, raz deszcz z przewagą tego drugiego, nie mniej udało nam się sporo zwiedzić, zobaczyć tudzież ujrzeć, o czym piszemy poniżej:

KUDOWA-ZDRÓJ
Tu kwaterowaliśmy - ul. Leśna na zboczach Kościelnego z widokiem na Kudowę z nieodzownym kominem w centrum oraz na Parkową. Jako, że był to kawałek od centrum, często przemieszczaliśmy się do niego samochodem. I tu podstawowy kudowski problem – parkingi. Tych kurort ten ma niewiele, te większe są płatne i oddalone od centrum, więc turyści szczelnie zastawiają pobocze ulicy Zdrojowej oraz parkingi sklepów. Kiedy się już udało zaparkować, wędrowaliśmy do Parku Zdrojowego, znajdującego się w centrum miasta. Prowadzą do niego trzy pary kamiennych schodów, pozbawionych niestety zjazdów dla wózków. Po zniesieniu pojazdu Mikołaja znajdowaliśmy się na obszernym parkowym placu pomiędzy pijalnią wód mineralnych („Marchlewski”, „Śniadecki”) a sanatorium „Zameczek”, z fontanną i palmami. Stąd parkowymi alejkami spacerowaliśmy w stronę Stawu Zdrojowego, mijając źródło wody mineralnej o dźwięcznej nazwie K-220. Nad stawem można spokojnie spacerować, dokarmiając żyjące tu łabędzie, kaczki i kolorowe karasie. Dalej można dojść – ul. Bolesława Chrobrego – do Czermnej, gdzie mieści się Kaplica Czaszek. Kaplica powstała pod koniec XVIII w. z inicjatywy miejscowego proboszcza i jest miejscem pochówku kości ok. 24 tysięcy osób, zmarłych i poległych głównie podczas wojny trzydziestoletniej, wojen śląskich oraz epidemii cholery, która grasowała tu w 1680 roku.


Natomiast na wyprawę do Pstrążnej – dzielnicy Kudowy, ukrytej pośród gór i mieszczącej Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego (skansen) – lepiej udać się samochodem, jest ona bowiem sporo oddalona od samego miasta. My udaliśmy się tam na okoliczność Anin Średniowiecznych – święta patronki Kudowy Anny Świdnickiej. Na miejscu śpiewały zespoły ludowe, walczyli czescy rycerza, a my wraz z Mikołajem zdobywaliśmy wzgórze z wiatrakiem – to było najostrzejsze podejście naszej wyprawy w Kotlinę Kłodzką. Sam skansen nie jest może bardzo okazały, za to malowniczo położony i mamy nadzieję, że będzie się rozrastał.



DUSZNKI-ZDRÓJ
Część zdrojowa Dusznik oddalona jest od centrum i mieszczącego się przy drodze Kłodzko – Kudowa-Słone Muzeum Papiernictwa. My dotarliśmy tu po zejściu ze schroniska „Pod Muflonem”, przyjemną parkową alejką (im. Zesłańców Sybiru), mijając po drodze źródła „Jacek” (nieczynne) i „Agata”. Może właśnie to oddalenie powoduje, że w parku było spokojnie i... pusto. Spacerowaliśmy więc niespiesznie, by zawitać do Dworku Chopina (zwiedzania dworku – 1 PLN, ubikacja tamże – tyle samo). Mieliśmy szczęście usłyszeć tu muzykę fortepianową na żywo, gdyż w sali głównej ćwiczyła nieznana nam pianistka. Z dworku skierowaliśmy swoje kroku do pijalni wód „Pieniawa Chopina” i „Jan Kazimierz”. Tu także panował spokój, więc nic nie przeszkadzało w konsumpcji. Wracaliśmy wzdłuż szpitala uzdrowiskowego „Jan Kazimierz”, który to najlepsze lata ma chyba już za sobą, o czym świadczą odpadające tynki w loggiach i niewielu kuracjuszy.
Dzielnicą Dusznik jest Zieleniec – stacja narciarska, położona w Górach Orlickich. Dotarliy tam z zamiarem wyruszenia w góry, do znajdującej się po czeskiej stronie Masarykovej Chaty. Z wyprawy nic nie wyszło, gdyż Zieleniec powitał nas deszczem, zimnem i mgłą. Ponadto w lecie jest to miejsce prawie całkowicie wymarłe, a cześć ośrodków jest nie tylko zamknięta, ale i na sprzedaż.



POLANICA-ZDRÓJ
Uzdrowisko to zaskoczyło nas najbardziej pozytywnie. Dotarliśmy tu drogą przez Szczytną, wiodącą Piekielną Doliną. Zaparkowawszy obok „Biedronki” wkrótce znaleźliśmy się na deptaku, prowadzącym brzegami Bystrzycy Dusznickiej. Tu poczuliśmy się jak w prawdziwym kurorcie. Nie było tu tłoczno, ale żywo i kolorowo. Sam deptak doprowadził nas do zacisznego – mimo, że w centrum miasta – Parku Zdrojowego z pijalną wód „Wielka Pieniawa” i „Józef”. Wód oczywiście spróbowaliśmy, a potem zasiedliśmy w kafejce, znajdującej się w przyziemnej części szpitala uzdrowiskowego „Wielka Pieniawa”, naprzeciwko mając fontannę, która po zapadnięciu zmroku podświetlana jest kolorami przy dźwiękach muzyki. Całość wizyty zakończyliśmy spacerem i powrotem na deptak, pełen różnego rodzaju kramów i punktów gastronomicznych, na którym (w odróżnieniu od Kudowy) nie ma problemów ze znalezieniem np. bankomatu.



... I OKOLICE
Oprócz opisanych powyżej miejsc warto jest zajrzeć do Jarkowa. W tej niewielkiej wiosce znajduje się drugi w Polsce (po wrocławskim) Ogród Japoński. Założył go w 1980 roku Leszek Majcher, który traktuje go jako hobby. Opłata, jaką pobiera „na utrzymanie ogrodu”, wynosi 3 PLN.
Sam ogród nie jest duży, ale bardzo urokliwy. Finezyjnie przycięte i wymodelowane drzewa, zgodne ze sztuką bonsai, znakomicie wkomponowująca się woda, tworząca niewielkie zbiorniczki i wodospady czynią to miejsce niepowtarzalnym w swym odbiorze. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak wiele pracy trzeba włożyć w niewielki w sumie kawałek ziemi by osiągnąć tak wspaniały efekt.




Strona główna