ZAWOJA MOSORNE – MOSORNY GROŃ (1045 m.n.p.m.) – KICZORKA (CYL HALI ŚMIETANOWEJ) (1298 m.n.p.m.) – POLICA (1369 m.n.p.m.) – HALA KRUPOWA (1152 m.n.p.m.) – ZAWOJA CENTRUM

Zdobywanie trzeciego, co do wysokości, szczytu Beskidu Żywieckiego rozpoczęliśmy pozostawiając „Daćkę” pod kościołem w centrum Zawoi. Stąd „Merc-Busem” pojechaliśmy do Wideł, czyli… za daleko. Musieliśmy się cofnąć do Mosornego, a następnie – asfaltową drogą tudzież niebieskim szlakiem rozpoczęliśmy wędrówkę. Po ok. 10-15 minutach szlak skręcił w las i rozpoczęło się niezbyt wyczerpujące wspinanie. Po drodze wyprzedziła nas grupa białostockich harcerzy, gnających „może nawet na Babią Górę”. Poważniejsze wspinanie to podejście pod Mosorny Groń, do szlaku żółtego – spory kawałek, z którego można jednak podziwiać panoramę Zawoi i Pasma Jałowieckiego. Po godzinie wędrówki byliśmy na żółtym szlaku, który poprowadził nas grzbietem, najpierw dość łagodnie, potem jednak dość ostro, świerkowym młodnikiem, pod Kiczorkę (Cyl Hali Śmietanowej).


Po dawnym punkcie widokowym na Babią Górę pozostało niewiele – coraz wyższe świerki zasłaniają „królową polskich Beskidów”. Stąd już wielkiego wspinania nie było – czerwony szlaki łagodnie pnie się na szczyt Policy, zaznaczony krzyżem. Parę metrów poniżej rozpościera się dziki i „dżunglowy” krajobraz – wiatrołomy utworzyły platformę widokową, z której podziwiać można Tatry oraz masyw Babiej Góry (lepszy widok, niż z Hali Śmietanowej).



Do celu naszej wędrówki nie było już daleko. Kiedy schodziliśmy z Policy, powitało nas słońce, oświetlając Złotą Grapę (1242 m.n.p.m.), Okrąglicę (1247 m.n.p.m.), Gorce i Tatry. Po 30 minutach zameldowaliśmy się w lekko zatłoczonej (późna pora obiadowa) jadalni schroniska PTTK na Hali Krupowej. Tu odebraliśmy legitymację „Klubu Przyjaciół Schroniska na Hali Krupowej” oraz klucz do pokoju nr 2. Było ok. 16.00 – cały marsz z marudzeniem i postojami zajął nam ok. 4 godzin.
Po złapaniu oddechu i przekąszeniu małego „conieco” (kanapki + żurek z jajkiem & kiełbasą), wyruszyliśmy do węzła szlaków na hali, a stamtąd – do kapliczki Matki Boskiej Opiekunki Turystów na pobliskiej Okrąglicy. To niecałe 15 minut, szlakiem czerwonym, a potem – za strzałką – w lewo. Kapliczka znajduje się tuż obok wieży przekaźnikowej (która strasznie huczy na wietrze). Warto się tu zatrzymać, przeczytać tablice ku pamięci tych, którzy z gór lub w góry już nigdy nie wrócą. I zanieść swoje prośby hen tam, wysoko…



Wieczór spędziliśmy w pokoju, odpoczywając. Ranek zaś zbudził nas szybko – ok. 6.00 Renia zakomenderowała, że wstajemy. I oto objawił się minusik schroniska na Krupowej – pomimo licznie zebranych w jadalni głodnych i spragnionych (wrzątku) turystów, nie było mowy, by podwoje bufetu otwarły się wcześniej niż o 8.00. Na nic pukania i nawoływania… Po ciabacie & konserwach & topionym serze rozpoczęliśmy powrót – tym razem szlakiem zielonym. Na początku trawersowaliśmy Policę od północy, podziwiając Zawoję, Pasmo Jałowieckie i – odległe – Beskidy: Mały i Średni. Sam szlak, przecinając strome zbocze, nie szczędził nam atrakcji w formie osuwisk, urwisk i strumieni w ilości hurtowej.



Po około godzinie byliśmy przy zbiegu ze szlakiem zielonym i od tej pory rozpoczął się szlak „Końca nie widać” – jak go nazwała Renia. Dość nużące schodzenie drogą pełną kamieni, obchodzenie kolejnych górek, przeważnie w lesie, trwało kolejne dwie godziny i dało nam w kość – szczególnie psychicznie.
Kiedy dotarliśmy do samochodu, obejrzeliśmy się za siebie. Polica patrzyła na nas, oblana lipcowym słońcem.