KISNÁNA


O tym, że zamki nie zawsze stoją na wzgórzach, przekonaliśmy się w Kisnánie - niewielkim, sennym węgierskim miasteczku, oddalonym o ok. 30 km na południowy zachód od Egeru. Kiedy zjeżdżaliśmy do niego z okolicznych wzgórz, od razu zauważyliśmy sterczące w dolinie, wśród domów dwie wieże - są one całkiem niezłym punktem orientacyjnym. Zaparkowaliśmy w "centrum" - obok planu miasta oraz samochodu na przemyskich "blachach" i mijając drewniany płot weszliśmy na teren zamku. Bilety kupiliśmy w barakowozie od dziewczynki w wieku lat ok. 10 - cena 140 forintów. Stamtąd idąc - jak się okazało - dawną fosą, minęliśmy drewniany most i przez charakterystyczną wieżę bramną weszliśmy do środka. Dziedziniec jest ze wszystkich stron otoczony murami. Po prawej stronie widać pozostałości pomieszczeń ze studnią. Po lewej zaś wznosi się spora kwadratowa wieża mieszkalna, na którą chcieliśmy wejść. Niestety, doszliśmy betonowymi schodami tylko do połowy, dalej drogę zagrodziły nam zamknięte drzwi. Poprzestaliśmy więc na wykonaniu fotek na tle okolicznych gór Matry. Na dole wieży znajdowała się dość uboga ekspozycja o historii zamku.
Na wprost zaś wejścia znajdują się przykryte dachem z blachy falistej ruiny zabudować wraz z podziemiami. Przechodząc mini-labiryntem korytarzy wychodzimy z powrotem na dziedziniec półkoliście sklepionym kamiennym tunelem. Wizytę na zamku zakończyliśmy spacerem wokół niego, podgrodziem i dawną fosą. Kisnána zostanie w naszej pamięci jako jedyny zamek Węgier, gdzie 100 % zwiedzających było Polakami (państwa z Przemyśla pozdrawiamy).


Strona główna