GLINKA – KUBIESÓWKA (868 m.n.p.m.) – KRAWCÓW WIERCH (1084 m.n.p.m.) – GLINKA

Szlak zaczyna się w centrum Glinki. Trzeba wysiąść na przystanku „Glinka Szkoła” i skręcić w lewo, tuż przed kościołem, za znakami żółtymi. Stąd rozpoczęliśmy forsowną wspinaczkę drogą wyłożoną betonowymi kratownicami na przemian z asfaltowa nawierzchnią. Marsz dość krętym szlakiem trwał ok. 30 min. Po owym czasie oczom naszym ukazało się drzewo z tabliczką „Noclegi 150 m”, wskazująca w lewo. Skręciliśmy więc w dość szeroką, ziemną drogę i po chwili znaleźliśmy się obok „schroniska” ma Kubiesówce.
Celowo napisałem „schroniska”, gdyż obiekt ten nie ma typowo schroniskowego charakteru – m.in. nie można tu kupić słodyczy czy napojów gazowanych, za to pokoje mają o wiele wyższy standard. Nie mniej – wszędzie figuruje on jako „schronisko”, więc niech już tak zostanie.
Przed samym schroniskiem znajduje się naturalny taras widokowy, poniżej zaś – huśtawki i zadaszone miejsce na ognisko, ukryte w lesie. Z tarasu rozpościera się jeden z najpiękniejszch widoków w Beskidach – na obie Rycerzowe oraz Muńcuł na południowym zachodzie oraz pasmo Lipowskiej, Boraczego Wierchu i Suchej Góry na północnym zachodzie. Doskonale widoczne jest także Skrzyczne, które w nocy świeci czerwonymi światłami wieży. Sam zaś obiekt jest bardzo przyjemny i czysty (zmiana butów następuje zaraz w ganku !!!). Bardzo duże wrażenie zrobiły na nas przytulne pokoiki, całe w drewnie.


Z Kubiesówki wyruszyliśmy żółtym szlakiem na Krawców Wierch. Czekał nas niewiele ponad godzinny marsz drogą, która łagodnie pnie się lasem. Okolice te obfitują w grzyby i jagody. Tak więc rozglądając się za owocami runa leśnego, niezbyt zmęczeni dotarliśmy na rozległą, trawiastą polanę Krawcula, gdzie stoi bacówka PTTK. Samotne schronisko doskonale wkomponowuje się w spokojny krajobraz smaganych wiatrem traw. Nieco peryferyjne położenie przydało temu miejscu atmosfery wyciszenia. Szybko można się zasłuchać w niezmącona ciszę. Takich miejsc w górach zostało naprawdę niewiele.



Ochłodziwszy gardła chmielnym napojem ruszyliśmy z powrotem na Kubiesówkę, zbierając spore żniwo podgrzybków, prawdziwków i rydzy. Grzyby usmażyliśmy dzięki uprzejmości gospodyni schroniska, pani Teresy Komorek. Trzeba także pochwalić kuchnię pani Teresy – obiad smakował wybornie. Strudzeni dniem, szybko zapadliśmy w sen, by nazajutrz opuścić gościnne progi i – zachwyciwszy się jeszcze raz widokami – zejść ku Glince. Ale my tu wrócimy…


Na Kubiesówkę powróciliśmy jesienią, szukający spokoju i grzybów - wszystko znaleźliśmy. Do domu przywieźliśmy także jesienne impresje.