BIELSKO BIAŁA CYGAŃSKI LAS – KOZIA GÓRA (683 m.n.p.m.) – BIELSKO BIAŁA CYGAŃSKI LAS

Mimo niepomyślnych prognoz, czerwcową niedzielą zdecydowaliśmy się ruszyć w Beskid Śląski. Celem była Kozia Góra nad Bielskiem. Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Cygański Lesie, zostawiając samochód przy wąskiej drodze, niedaleko kempingu „Ondraszek”, na terenie którego akurat odbywał się festyn. Po przejściu około 100 metrów asfaltem napotkaliśmy rozwidlenie szlaków. My wybraliśmy zielony, który wiódł wzdłuż starego toru saneczkowego. Droga wspinała się pod górę dość wygodnymi zakosami, bez ostrych podejść. Początkowo nasz Mikuś odbywał wędrówkę w nosidełku, szybko jednak postanowił samodzielnie przemierzyć nietrudny szlak na własnych nogach. Tym bardziej, że można było wybrać zarówno górskie ścieżki jak i wyłożony płytami spód toru. Jego murowane zakręty, sterczące wśród lasu, omszałe i zarośnięte, momentami przypominały mury jakiegoś leśnego zamku. Pod samym szczytem, dzięki wyrębie, mogliśmy podziwiać panoramę Bielska-Białej, tonącego w późnowiosennym słońcu.


Po około godzinie minęliśmy zarośnięty pokrzywami początek toru i naszym oczom ukazał się niewielki, drewniany budynek schroniska „Stefanka”. Przed budynkiem, pod parasolami odpoczywał spory tłumek turystów, korzystających z promieni słońca. Niestety, ciemne chmury nadchodzące znad Szyndzielni nie wróżyły zbyt długiej sielanki. Faktem, który przyciągał uwagę był przekrój wiekowy turystów: przeważały dwie grupy – rodzice z dziećmi oraz seniorzy. Zasiedliśmy pod parasolami, a Mikusia szybko zainteresował „Kozi Gród” – drewniany plac zabaw, przypominający nieco zamek, którym na dobre zawładnęła przybyła na Kozią Górę dzieciarnia. Kolejną atrakcją okazało się stadko owiec – z autentycznymi czarnymi baranami – które dość bezceremonialnie postanowiły najeść się kosztem turystów, nie robiąc sobie nic z licznych rąk głaskających ich miękką wełnę.


Niespokojnie zerkając w niebo, zjedliśmy późne śniadanie, skorzystaliśmy z Koziego Grodu i.... ruszyliśmy - niebieskim tym razem szlakiem – w dół. Nie zamierzaliśmy zmoknąć, więc tempo obraliśmy dziarskie. Nie przeszkodziło nam to zatrzymać się na moment, by spojrzeć na panoramę Beskid Małego z Magurką Wilkowicką, Czuplem i Glinnem. W kwadrans od opuszczenia „Stefanki” dotarliśmy do Siodła pod Glinnem, by zmienić szlak na czerwony. Schodząc niezbyt wygodnie opadającą drogą, cieszyliśmy się, że nie wybraliśmy właśnie tej drogi jako podejścia. Po około pół godzinie znów znaleźliśmy się koło „Ondraszka” i naszego samochodu.