RYTRO – PISANA HALA (1043 m.n.p.m) – ŁABOWSKA HALA (1064 m.n.p.m)– RUNEK (1080 m.n.p.m) – JAWORZYNA KRYNICKA (1114 m.n.p.m) – KRYNICA

Przejście „za jednym zamachem” całego pasma Jaworzyny Krynickiej wydawało się nam początkowo nierealne (planowaliśmy nocleg nad Wierchomlą), ale… plany są po to by je zmieniać. Wędrówkę rozpoczęliśmy o 8.20, w ryterskiej Suchej Strudze, skąd poprowadził nas czerwony Główny Szlak Beskidzki. Początkowo między domami, potem zaś lasami i polanami zaczęliśmy się wdrapywać na Cyrlę (968 m.n.p.m). Pod jej szczytem mieliśmy pierwszy przystanek – tonące w kwiatach prywatne schronisko Chata Górska CYRLA. Prowadzą ją dawni gospodarze z Wierchomli i Łabowskiej. W jednej licznych altan raczyliśmy się właśnie piwkiem, gdy do schroniska zszedł jakowyś paramilitarny oddział w pełnym bojowym rynsztunku, który rozłożył się tu obozem. Od nich samych dowiedzieliśmy się że są „strzelcami”. Cóż – wykonaliśmy więc manewr odwrotu na szlak i dalszej wędrówki.


Szlak zaś zawiódł nas na rozległe, trawiaste połacie hal: Jaworzyny, Pisanej, Barnowskiej, którymi to na przemian z leśnym duktem wędrowaliśmy dalej. Po półtorej godziny minęliśmy węzeł szlaków przy Hali Łabowskiej i dotarliśmy do schroniska. A tu… Hu hu hu – echo niosło się po jadalni. Drodzy turyści – jeśli weszliście na stronę internetową schroniska i ślinka wam cieknie na myśl o naleśnikach z owocami czy kiełbasie po łabowsku – zapomnijcie o tym. Wszędzie jest pusto i zimno, a niemrawa panna za okienkiem wita nas nosowym „słyyycham”. Jadłospis skromny, naleśniki odsmażane, a bufet nader skromnie zaopatrzony. Wszystko co dobre, wywędrowało z gospodarzami na Cyrlę. Ograniczyliśmy więc nasz pobyt tu no niezbędnego minimum, zrobiliśmy fotki i powędrowaliśmy dalej.



Las, las i las – oto nasze dalsze wędrowanie, które zawiodło nas – po niezbyt męczącym podejściu - na szczyt Runka. I tu miała zapaść decyzja: Jaworzyna Krynicka – 50 min., bacówka pod Wierchomlą – 40 min. Jako że godzina była wczesna, zdecydowaliśmy się zdobywać Jaworzynę, tym bardziej, że stojąca na niej wieża telewizyjna spoglądała na nas już z bardzo bliska. Podczas tych pięćdziesięciu minut spotkaliśmy na szlaku więcej osób, niż podczas poprzednich sześciu godzin wędrówki. Pod samym szczytem ktoś wykazał się czarnym humorem i o pięć minut drogi do niego, wywiesił tabliczkę „Jaworzyna – 20 min.”. Na szczęście było blisko i po chwili znaleźliśmy się w tłumie turystów. Ale nie to było ważne. Jaworzyna bowiem to wspaniały punkt widokowy. Oto widzieliśmy całą naszą dzisiejszą trasę, Tatry, Beskid Niski z Lackową (997 m.n.p.m.) i Bušovem (1002 m.n.p.m.), Beskid Wyspowy, Góry Leluchowskie i Čergov. Sam szczyt – prócz stacji kolejki gondolowej – zabudowany jest wszelkiej maści lokalami z wyszynkiem (schronisko ominęliśmy wcześniej), w których można zwilżyć gardło (i odświeżyć się).



Drogę w dół wybraliśmy w wersji napowietrznej, by po chwili być już w krynickim Czarnym Potoku, skąd komunikacją miejska dotarliśmy na dworzec PKP, a stamtąd – pociągiem do Rytra.