Po 30 minutach doszliśmy do Kamiennych Ksiąg, z których ruszyliśmy dalej w stronę Wysokiej. Skąpane w słońcu hale i pola, widok pasących się owiec, to tylko zapowiedź widoków i krajobrazów, które widzieliśmy po drodze. Podejście pod Wysoką trwało około godziny (nadal spotykaliśmy panów wymieniających barierki). Na miejscu, po krótkim odpoczynku, postanowiliśmy ruszyć dalej – zmieniając szlak na niebieski – aż na sam szczyt Palenicy. Zejście z Wysokiej do najłatwiejszych nie należało, błoto, uskoki i stroma „ściana”, sprawiły, że mieliśmy niezły ubaw z naszych wyczynów. W pewnym momencie, nawet stare barierki nie pomagały. Niebieski szlak, poprzez Przełęcz Stachurówki, Borsuczny, zaprowadził nas najpierw na szczyt Durbaszki (942m. n.p.m.), gdzie wśród zapachu łąk, kwiatów i słońca mogliśmy podziwiać Tatry, szczyt Trzech Koron oraz pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim. Szlak dalej prowadził nas grzbietami, nie szczędząc krajobrazów. Po drodze mijaliśmy Huściawę (818m. n.p.m.), gdzie niebieski szlak przecinał żółty prowadzący na Przełęcz Pod Tokarnią, następnie Cyrhle (774m. n.p.m.), Łaźne Skały, Szafranówkę, (której szczyt ominęliśmy, płacąc za to kąpielą w błocie), gdzie odbiliśmy żółtym szlakiem na Palenicę.
Wędrówka trwała cztery godziny, na Palenicy postanowiliśmy spędzić trochę czasu upajając się letnim słońcem i rozcieńczonym lanym Żywcem. W tym miejscu należy pochwalić za wytrwałość naszą najmłodszą uczestniczkę wyprawy – Julię, której do czwartych urodzin zostały jeszcze dwa miesiące. Nagrodą za jej dzielne maszerowanie były atrakcje, które bez wątpienia przyciągają na Palenicę rzesze turystów – tor saneczkowy, kolejka szynowa dla dzieci i inne. Z Palenicy postanowiliśmy natomiast zjechać wyciągiem, który w odróżnieniu od innych tego rodzaju, jest wygodny zarówno do wsiadania jak i wysiadania.