HARRACHOV


Wszyscy wiedzą
, gdzie jest Harrachov. Wszyscy wiedzą, co się w Harrachovie odbywa. Ale nie wszyscy wiedzą, że niewielka, położona u stóp Čertovej Hory (Czarciej Góry, 1020 m.n.p.m.) miejscowość urzekła nas swoim niepowtarzalnym klimatem, nie tylko podczas zawodów sportowych. To miejsce przyjazne, ciekawe i – w naszym gronie – wręcz kultowe.
Harrachov nawiedziliśmy już dwa razy. Za każdym razem pretekstem były zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich, ale tylko za jednym razem udało na się zobaczyć skoczków. W 2006 roku zima w Karkonosze nie zawitała, co i tak nam nie przeszkodziło. Za każdym razem korzystaliśmy z gościny przesympatycznego pana Vaclava Jichy (odsyłamy do linków), u którego na kwaterze czuliśmy się jak w domu. Z okien widać skocznię, więc żartowaliśmy, że by zobaczyć zawody, nie trzeba opuszczać pokoi. Stamtąd to właśnie wyruszaliśmy na rajdy po miasteczku.
Skocznia skocznią, a tu trzeba zaspokoić głód i pragnienie. Naszymi ulubionymi lokalami stały się:
- "Pivnice u Krtka" – typowa czeska piwiarnia, odwiedzana tłumnie przez miejscowych. Niesamowity klimat oraz lane „Postřižinskie” (jasne & ciemne) sprawiły, że jest to żelazny punkt naszych wizyt w Harrachovie. Dobrze jest usiąść za piwną ławą i raczyć się świeżym piwkiem (a kelner stawia kolejne kreski), tudzież posmakować słodko-pikantnego hermelina. Nie przeszkadza nam nawet lekka, papierosowa „siekierka”
- Pension Restaurant DAVID – jakoś tak się stało, że stołowaliśmy się głownie tam. Niewielkie, wykończone w drewnie wnętrze, z międzynarodowym towarzystwem (podczas ostatnich zawodów lokal upodobali sobie Norwegowie) oraz ze smaczną kuchnią. Daniem, które zawsze będzie się nam kojarzyło z DAVIDem jest „Krkonosky taliř” z dwoma rodzajami mięs, knedlików i kapusty. No i lany „Pilzner”, „Velkopopovicky Kozel” (szczególnie ten ciemny) oraz „Gambrinus”.
- Pivovar NOVOSAD – browar restauracyjny, połączony z hutą szkła, przy drodze z Jakuszyc do Pragi i Liberca. Wprost z sali restauracyjnej można przejść na galerię w hali produkcyjnej i zobaczyć, jak powstają kielichy, szklanki oraz inne szkło użytkowe. Na stolikach – zamiast chipsów – prażony jęczmień, a w szklanicach jasny „František” lub ciemny „Čertak” (lub jedno z drugim, czyli „řezane”.) Ponad stołami górują miedziane kadzie warzelne, a lokalowi bliżej raczej do piwiarni, niż „restaurantu”. Aha – znajdują się tu także piwne łaźnie, ale my nie skorzystaliśmy.
W Harrachovie są także oczywiście inne lokale (np. „U studni” oraz namiot z lanym „Budvarem” i herbatą gratis), ale jakoś nam nie było tam po drodze. Korzystaliśmy za to z usług Wietnamczyków, którzy opanowali handel detaliczny artykułami spożywczy w centrum. Oprócz tego w co drugim domu znajduje się szkoła narciarska lub wypożyczalnia sprzętu narciarskiego (połowa sygnowana nazwiskiem Pavla Ploca). Z głównej ulicy rozpościera się piękny widok na wspomnianą już Czarcią Góra ze stokami narciarskimi i skoczniami.



No właśnie – skocznie. Spod „Krtka” trzeba wspiąć się biegnącą zakosami, asfaltową drogą , by znaleźć się u stóp „Čertaka” - mamuciej skoczni K-185. Mieliśmy okazję widzieć ją pustą, gdy na zeskoku królowało błoto oraz w pełnej, zimowej krasie, gdy na trybunach królowała biel i czerwień. Główną postacią konkursów w 2008 roku stał się – niestety – Walter Hoffer, na szczęście zdążyliśmy zobaczyć rekord skoczni Thomasa Morgensterna (215,5 m). Żeby było ciekawie – jako że na widowni królowali Polacy, wszelkie informacje podawane były w językach: angielskim, niemieckim i czeskim, a po polsku usiłował mówić jakiś... Słoweniec. Nasi rodacy chyba się tym nadto nie przejmowali, tłumnie korzystając z licznych punktów gastronomicznych z menu: piwo, grzane wino, beherovka i inne „destilaty”. Adamowi niestety konkurs nie wyszedł, za to Roberta Mateji naoglądaliśmy się za wszystkie czasy.


Opuszczając kwaterę pana Jichy obiecaliśmy sobie wrócić tu wiosną lub latem i ruszyć w Karkonosze. A jak to uczynimy – zrelacjonujemy.


Strona główna