CSERÉPVÁRLJA
"Leśny zamek" w Cserépváralja znaleźliśmy dzięki bardzo dokładnej węgierskiej mapie Gór Bukowych oraz folderowi "Zamki węgierskiej północy", z którego wynikało, że sami bratankowie nie wiedzą, jak ów zamek wyglądał. Wyprawa ta przeszła do legendy, głównie za sprawą "traperów" Reni - czyli po prostu klapek, które okazały się nader nieadekwatnym obuwiem na ta wyprawę.
Cserépváralja to malutka wioska na wschód od Egeru. Zaparkowaliśmy w "centrum" czyli obok kościoła i przystanku i wiedzeni czerwonym szlakiem zaczęliśmy się wspinać zarośniętą leśną ścieżką. Podejście okazało się dość strome, ale jeszcze szło się jako tako. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do czegoś, co wyglądało jak ośrodek rekolekcyjny (kościół + pensjonat, wszystko zamknięte na cztery spusty). Ścieżką wzdłuż płotu, pomiędzy metrowymi pokrzywami dotarliśmy do podnóża wzgórza, gdzie była drewniana tabliczka "vár" (zamek). Stąd podejście już nie było może długie, ale bardzo, bardzo strome i dzikie. .
Sam zamek... No cóż. Może gdybyśmy studiowali archeologię, ujrzelibyśmy w pofałdowaniach terenu zarysy dawnych fundamentów. Relikty zamku to jeden narożnik murów i... nic więcej. Nie dostarczył on nam wrażeń, czego nie można powiedzieć o zejściu, pełnym mrożących krew w żyłach scen oraz bojowych okrzyków typu "Ja stąd nie zejdę !!!". Ostatecznie cali i zdrowi dotarliśmy do samochodu, a ową trasę wspominamy do dziś. .
Jeśli się jest już w Cserépváralja, warto drogą wśród winnic pojechać do pobliskiego Cserépfalu i urządzić sobie spacerek na wybudowaną nad miasteczkiem, kamienną wieże widokową, skąd rozciąga się wspaniała panorama Gór Bukowych. Po drodze do niej mijamy inną ciekawostkę - domy wykute w skale zwane "Kisamerika". .