COCHEM – REICHSBURG COCHEM

Niewielkie Cochem leży 57 km od Koblencji, w dolinie Mozeli. Jazda do niego to prawdziwe przeżycie. Droga prowadzi w głębokiej dolinie rzeki, na której zboczach pełno jest winnic, usytuowanych nawet na nieprawdopodobnie stromych stokach. Co rusz uwagę zwraca jakiś zamek lub jego ruiny. Niesamowite wrażenie robi także most, którym nad Mozelą biegnie autostrada do Trieru. Wszystkiego dopełniają statki i barki, żeglujące w dół i górę rzeki. Do samego Cochem dotarliśmy późnym rankiem. Pierwszą rzeczą która zwraca uwagę jest – oczywiście – górujący nad miasteczkiem zamek. Ale kiedy wejdzie się pomiędzy domy, przeniesiemy się o kilka wieków w głąb historii. Wąskie uliczki, strzeliste, kolorowe kamienice – wszystko to pachnie dawnymi laty. Cochem jest miejscowością typowo turystyczną i tłumek zwiedzających jest tu spory, ale – o dziwo – nie męczy on. Może to przyjemny chłodek uliczek tak relaksuje…


Do zamku prowadzą dwie drogi. My (nieświadomi) wybraliśmy dłuższą (ok. 15 min.), która jeździ także miejski autobus, dowożący turystów. Wspinając się, naszym oczom ukazywała się coraz wspanialsza panorama doliny Mozeli. Minąwszy miejscową szkołę, dotarliśmy do bram zamku. Tu otrzymaliśmy alternatywę – albo wejść do zamku (zwiedzanie z przewodnikiem co 15 min.), alko zakotwiczyć w zamkowej restauracji i zaliczyć pokaz umiejętności ptaków drapieżnych. Wybraliśmy to pierwsze (4,5 EUR) i nie pożałowaliśmy. Sympatyczny przewodnik zapytał na początek, w jakim języku chcemy informacje o zamku. I… jest po polsku (ba, towarzyszący nam Finowie także dostali po swojemu). No i ruszyliśmy. Dookoła wieży, stanowiącej centralny punkt zamku, na dziedziniec z głęboką na 50 m studnią. Obserwując wspaniały zabytek ze zdziwieniem przyjęliśmy fakt, iż po koniec XVIII wieku został on kompletnie zrujnowany przez Francuzów. Potem ruszyliśmy do wnętrza. Szlak wiódł poprzez Jadalnię, pokoje: Gotycki i Romański, Przedsionek Rycerski z 5 litrowymi cynowymi kuflami na wino (dzienna racja na chłopa, na damę – 3 litry) do Sali Rycerskiej z balkonem, z którego jeszcze raz można było spojrzeć na płynącą u stóp zamku Mozelę. Pokazano nam liczne tajne przejścia (także te fałszywe) oraz „zamkowy skarb”. Pożegnała nas Wieża Czarownic, z której niegdyś kobiety odbywały „lot” (oczywiście w dół), bo tak sprawdzano ile mają wspólnego z czarami. Samo zwiedzanie trwa ok. 45 minut, ale naprawdę warto.



Do miasteczka wróciliśmy już inną drogą (Oberweg), mijając m.in. starą bramę miejską. W miejscowych sklepikach zaopatrzyliśmy się w „bowle” – napój na bazie wina, musujący i przypominający nieco szampana.




Strona główna