UWAGA
- DUCH !!!
![]() |
![]() |
|
|
Minęło pięć lat od naszej ostatniej wizyty na bobolickim zamku. W maju 2011 roku warownia zmieniła się nie do poznania. Zniknęły wyszczerbione ściany zamku, w ich miejscu stoi okazała bryła, górująca nad Niegową i okolicą. Również zamkowa brama otwarła swe podwoje dla zwiedzających. Na razie skromnie, ale zawsze...
Droga pomiędzy Mirowem i Bobolicami również nie przypomina leśnego duktu sprzed pięciu lat. Pokryto ją asfaltem, lecz nie radzimy rozwijać tu dużych prędkości, z uwagi na wielość spacerowiczów i rowerzystów. Pod zamkiem wyznaczono (na razie „gruntowe”) parkingi, skąd można podejść po zamek. Dochodząc do niego mijamy „Bramę Lasockich” – skalne wrota do warowni. Pilnujący wejścia portier, sprzedając bilety-cegiełki, lojalnie ostrzega, że póki co niewiele jest do oglądania. Widoki z wieży bramnej oraz z tarasu przed (zamkniętym jeszcze) wejście na zamek górny, a także niewielka zbrojownia, gdzie można zobaczyć zbroje z XVII wieku, broń białą oraz „maskę wstydu” w kształcie świńskiego ryja i pas cnoty. Z murów widać m.in. wystającą wśród drzew wieżę mirowskiego zamku. U stóp zamkowego wzgórza powstaje baza hotelowa i gastronomiczna.
Zamek w Bobolicach, oprócz ducha, ma także własnego całodobowego strażnika. Kamienny jegomość, siedzący cierpliwie w bramie nie zastrajkuje, nie upomni się o podwyżkę, a zamku będzie pilnował zawsze z tym samy stoickim spokojem.
Schodząc do samochodu, zachęceni przez łuczników spod Grunwaldu przybyłych, oddaliśmy się rozrywce w postaci prób strzelania z łuku. Najbieglejszy w tej sztuce okazał się nasz Mikuś, lat 2 i 5, który (z niewielką tylko pomocą łucznika) wprawnie ustrzelił „10”.