BESKID NISKI

Jakim przywitał nas Beskid Niski? Romantycznym, rodem z wierszy Harasymowicza i piosenek Bellona? Nie do końca... Może, kiedy powrócimy tu jesienią, odnajdziemy ten klimat. Podczas, gdy przemierzaliśmy „Daćką” wąskie, asfaltowe drogi w okolicach Uścia Gorlickiego, Regietowa i Gładyszowa, powitało nas gorące, lipcowe powietrze. Zajrzeliśmy do Wysowej – mini-uzdrowiska, które na chwilę obecną jest placem budowy, a w niewielkim parku urzeka drewniany Dom Zdrojowy, straszą jednak wykopy i sterczące przy alejkach z ziemi kable. Napiliśmy się miejscowych wód, zjedliśmy lody i pojechaliśmy dalej, bo tu nawet z cieniem był kłopot.



Nie omieszkaliśmy zatrzymywać się przy kolejnych mijanych cerkwiach. W Kwiatoniu udało nam się nawet wejść do środka, korzystając z obecności pań rekonstruujących polichromie. Jak usłyszeliśmy potem od naszych gospodarzy w Smerekowcu – mieliśmy wielkie szczęście. Zamkniętą zastaliśmy cerkiew w Skwirtnem, otwartą zaś – w Gładyszowie. Do tej ostatniej prowadzi urocza aleja, ocieniona drzewami, a panująca wewnątrz cisza urzekła nawet naszego małego wiercipiętę – Mikusia.


Wracając z bacówki PTTK zatrzymaliśmy się na zakręcie drogi, by łąką podejść do staruszki-cerkwi w Bartnem. Nie skorzystaliśmy z możliwości wejścia do niej, które trzeba organizować, dzwoniąc do jednego z mieszkańców wsi. Zamknięte też okazały się obie cerkwie w Bodakach, stojące w sąsiedztwie łemkowskich chyzy i kamiennego przydrożnego krzyża.


Więc jednak w Beskidzie Niskim coś jest? Na pewno. Jest inny, swoisty w swoim krajobrazie, pełnym szczytów o łagodnych stokach, w spotykanych często cmentarzach wojennych z okresu I wojny światowej oraz tych zwykłych, z krzyżami różnych obrządków a także koni, pasących się na prostokątnych płachtach łąk.